Z Yeatsem i Heaneyem w Tallaght, Islington i Reinickendorfie

Wskazówki na zegarze mojego życia
Autor: Mirko Bonné

Te spotkaniMount Seskin, Studentsa były więcej niż serdeczne. W ciągu trzech tygodni w lutym i marcu dyskutowałem z młodzieżą z trzech szkół o dwóch wierszach, które moim zdaniem mówią coś ważnego o stosunku jednostki do klimatu środowiska, w którym przyszło jej żyć, a więc także do skutków zmiany klimatycznej. Były to wiersze „The Meditation of the Old Fisherman” [Przemyślenia starego rybaka] Williama Butlera Yeatsa z wydanego w 1889 r. zbioru „Crossways” oraz napisany sto lat później „A Postcard from Iceland” [Pocztówka z Islandii] Seamusa Heaneya. Yeats otrzymał nagrodę Nobla w 1923 r., Heaney w 1995. Około pięćdziesięciu uczennic i uczniów podzieliło się ze mną przemyśleniami i odczuciami, jakie wzbudziły w nich wiersze obu Irlandczyków – a ja, wysłuchawszy ich, byłem bardzo poruszony i zadziwiony. Spotkania odbyły się w szkołach Mount Seskin Community College w Tallaght pod Dublinem, Islington Arts and Media School w Londynie oraz gimnazjum im. Romaina Rollanda w Berlinie.

 

The Meditation of the Old Fisherman

 

You waves, though you dance by my feet like children at play,
Though you glow and you glance, though you purr and you dart;
In the Junes that were warmer than these are, the waves were more gay,
When I was a boy with never a crack in my heart.

The herring are not in the tides as they were of old;
My sorrow! for many a creak gave the creel in the cart
That carried the take to Sligo town to be sold,
When I was a boy with never a crack in my heart.

And ah, you proud maiden, you are not so fair when his oar
Is heard on the water, as they were, the proud and apart,
Who paced in the eve by the nets on the pebbly shore,
When I was a boy with never a crack in my heart.

 

Mount SeskinW każdej ze szkół trójka uczniów kolejno odczytywała na głos poszczególne zwrotki z wiersza Yeatsa. We wszystkich klasach szczególne wrażenie wywarły wersy końcowe – na niektórych uczniach sprawiły one wrażenie fal uderzających o brzeg. Innych oczarowały przypływy i odpływy, „chybotanie” czy „pulsowanie” stóp metrycznych, jeszcze innych – sposób, w jaki stary rybak pod koniec swojego życia spogląda na świat i różne sprawy: że wszystko podlega zmianom wraz z biegiem czasu, ale tęsknota i miłość pozostają takie same. Długo rozmawialiśmy o powiązaniu ludzkiego samopoczucia z pogodą i klimatem. Czym właściwie jest klimat, a czym pogoda? Gdzie leżą różnice i czy można je wymienić? Szczególnie chłopcy pytali, co może oznaczać „crack in my heart” [pęknięcie w sercu] – czy Yeatsowi naprawdę, jak może się wydawać, chodziło tylko o miłość i jej przemijanie? Przypominam sobie pewnego ucznia, siedzącego w milczeniu w sali artystycznej w Mount Seskin College – kręcił głową i wielokrotnie czytał wiersz po cichu, dla siebie. Dopiero pod koniec zajęć zebrał się na odwagę i opowiedział o powodziach z 2014 r., które po tygodniowych burzach i deszczach zalały przedmieścia Dublina. „Nagle ze wzgórz spłynęła rzeka, której wcześniej nie było, i porwała domy, w tym dom moich dziadków”.

 

O dziwnie podobnej, chociaż zupełnie innej rzece mówi Seamus Heaney w prologu do swojego zbioru poezji „The Haw Lantern” („Latarenka głogu”), której motto brzmi:

 

The riverbed, dried-up, half-full of leaves.RoRo
Us, listening to a river in the trees.

 

Wiersz Heaneya „A Postcard from Iceland” na równi zachwycił uczniów w Tallaght, Londynie i Berlinie. Natychmiast zaczęto porównywać go ze strofami Yeatsa, a wiele uczniów szybko zauważyło, że także i tu słychać głosy żyjących, którzy mówią o utraconym połączeniu – chociaż innym, ironicznym tonem:

 

As I dipped to test the stream some yards away
From a hot spring, I could hear nothing
But the whole mud-slick muttering and boiling.

 

And then my guide behind me saying,
„Lukewarm. And I think you’d want to know
That luk was an old Icelandic word for hand”.

 

And you would want to know (but you know already)
How usual that waft and pressure felt
When the inner palm of water found my palm.

 

IAMSNajwiększą dyskusję wzbudziło moje pytanie, czy poetycko opisane przez Heaneya uczucie bezpośredniego połączenia z Ziemią można mieć także po zanurzeniu dłoni w wodzie podgrzanej w sposób sztuczny. Niezależnie od siebie wszyscy stwierdzili, że nie. W wierszu Seamusa Heaneya – co do tego wszyscy okazaliśmy się zgodni – są dwie rozmowy: krótka wymiana zdań między przewodnikiem wycieczki a turystą zwiedzającym Islandię, a także rozmowa, jaką Natura, Ziemia albo Stworzenie toczy z każdym, kto się na to otworzy i uwrażliwi. „Koniec końców wszyscy znamy tę mowę letniej wody” – powiedział pewien uczeń z Islington, podobnie jak pewna uczennica z Berlina. „Ostatecznie każdy pamięta, jak było w łonie matki – tylko nie da się tego opowiedzieć”. Środowisko, w którym wszyscy żyjemy, być może zapewnia nam podobne poczucie nieświadomego bezpieczeństwa: „(but you know already)” [(ale już to wiesz)].

 

IAMS, EntryJaki język pozwala o tym opowiedzieć, a jaki o niebezpieczeństwach przynoszonych przez zmiany klimatu? W szkołach na obrzeżach trzech europejskich stolic nie było poczucia bezradności, przeciwnie, było mnóstwo młodzieńczego zapału i ciekawości, żywotnego zainteresowania innymi punktami widzenia i wiele empatii. Przede wszystkim jednak gotowość, aby wreszcie coś zmienić – i to według własnych, a nie tradycyjnych wyobrażeń. Pewna piętnastoletnia uczennica szkoły IAMS na londyńskim przedmieściu Islington-Finsbury, na poczekaniu znalazła niezwykły obraz, pozwalający przezwyciężyć wzajemne dyskredytowanie się nauki i literatury w debatach wokół zmiany klimatu: „Język wiersza to wskazówka minutowa, a język nauki – godzinowa na zegarze mojego życia”.

*

Zdjęcia: uczniowie z Mount Seskin Community College (1), Oisin McGann przed „podstacją” Mount Seskin (2), gimnazjum im. Romaina Rollanda (3), uczniowie IAMS (4), wejście do IAMS w Islington. Niedaleko, w Finsbury do szkoły chodził John Keats. Obok wejścia widać motto: „Confidence Aspiration Reflection Respect” [Zaufanie, ambicja, namysł, szacunek] (5)

Jak wygląda narracja o zmianie klimatu?

mangrovesPrzełożyła Marta Dziurosz

W epoce renesansu wielcy artyści często byli też wielkimi naukowcami, tak jak Leonardo da Vinci czy Michał Anioł. Wielu potężnych cesarzy ze Wschodu zajmowało się poezją i sztuką. Jednak w ostatnim stuleciu – kiedy kapitalizm zyskał przewagę i wchłonął inne struktury społeczne – drogi nauki i sztuki zaczęły się rozchodzić.

Zjawisko to było bardziej znaczące w Europie i Stanach niż w innych częściach świata, a konkurencja właściwa uprzemysłowionemu społeczeństwu wtłoczyła artystów i naukowców w wąsko pojmowane definicje ich zawodów. Tak oto pisarze i artyści coraz bardziej sobie dogadzają, a naukowców coraz trudniej zrozumieć.

Wydaje się jednak, że nastąpił punkt zwrotny. Tematyka zmiany klimatu na powrót zaczyna łączyć naukę i sztukę. Podczas zorganizowanej przez Tipping Point dwudniowej konferencji „Weatherfronts”, która odbyła się w czerwcu w londyńskim Free Word Centre, setka pisarzy, poetów, naukowców i polityków odbyła intensywną debatę o kulturze i polityce. W mojej karierze pisarskiej nigdy jeszcze nie widziałam takiego spotkania świata literackiego z naukowym.

Również w Wielkiej Brytanii – pod Oksfordem – siedzibę ma ruch Dark Mountain, który robi zamieszanie w środowisku intelektualnym. Grupa ta napisała piękny manifest o związku hermetycznego światka literackiego i przyszłości ludzkości w kontekście naszego dążącego do samozagłady konsumpcyjnego społeczeństwa. Przywołała słowa dziewiętnastowiecznego amerykańskiego myśliciela, Ralpha Waldo Emersona: „Kres rasy ludzkiej nastąpi, kiedy w końcu umrze ona na cywilizację”, które świetnie odzwierciedlają problem naszej epoki – epoki zwanej antropocenem*.

Najświeższe badania wykazują, że w efekcie praktyk przemysłu spożywczego oraz poważnego zanieczyszczenia łańcuchów pokarmowych następne pokolenie ludności Wielkiej Brytanii będzie żyło krócej niż jego rodzice. Najgorsze jest to, że obecny system ekonomiczny prezentuje siebie jako rozwiązanie wszystkich problemów, a politycy przekonują nas o tym samym – podczas gdy naukowcy uparcie twierdzą, że nasza przyszłość, nie wspominając nawet o przyszłości świata poza ludzkim, stoi pod znakiem zapytania. Zarzucający coraz dalej sieć kapitalizmu decydenci nie zważają na przekaz nauki. Naszej przyszłości możemy szukać jednak wyłącznie poza korporacjami.

Mimo to nie wszystko stanowi powód do zmartwienia. Moja niedawna podróż do Australii, a szczególnie nad Wielką Rafę Koralową, jest czymś znacznie więcej niż szarym wspomnieniem. My, pisarze, patrzyliśmy ze smutkiem na wypłowiałe, umierające koralowce, dopóki grupa naukowców z Sydney i Melbourne nie powiedziała nam, że za dziesięć lat rafa będzie się już znajdować dalej na południe. Nadejdzie czas, że wybrzeża Sydney i Melbourne będą bujnie obrośnięte koralowcami. Naukowcy powiedzieli: „Natura potrafi przystosować ekosystemy w miarę upływu czasu i zawsze istnieje wiele czynników mogących prowadzić do całkowicie nieprzewidywalnych rezultatów”. No cóż, nie uważam tego za słowa pocieszenia, ale za tajemniczą wskazówkę, która każe się nam otworzyć, pomyśleć o bezmiarze wykraczającym poza naszą banalną rzeczywistość.

Tu i teraz przyglądam się ograniczonym miejskim realiom. Choć otaczają nas szybkie samochody i światła drogowe, w miastach i miasteczkach wciąż pełno jest ludzi kochających drzewa, do których i ja się zaliczam. Uwielbiam czcicieli natury w amazońskich puszczach. Uwielbiam opowieści rdzennych mieszkańców Australii, którzy wyśpiewywali ścieżki i znali wszystkie drogi wodne na swoich ziemiach. Uwielbiam też pewną feministkę, która kupiła działkę lasu deszczowego na półkuli południowej i zasadziła setki tysięcy drzew. Jeśli wszyscy pokochamy naturę prawdziwie, albo, inaczej mówiąc – głęboko, nie widzę powodu, dla którego nasz świat miałby już zawsze być w takich tarapatach, jak teraz.

*Antropocen – obecna epoka geologiczna, którą cechuje wpływ ludzkości na ekosystemy Ziemi.