Morszczyn pamiętamy!

IMG_5428malyGdy byłem dzieckiem, często jeździłem z rodzicami do Juraty i na Hel. Niewiele z tego pamiętam. Bieganie po lesie, szukanie bursztynów i brunatne glony z pęcherzykami, które często znajdowało się na plaży. To znaczy o tych glonach prawie zapomniałem. Dlaczego miałbym o nich pamiętać? Glony to glony. Pełno ich wszędzie. A przynajmniej kiedyś było ich pełno.

Teraz znowu stosunkowo często bywam na Helu. Już nie biegam po lesie, raczej spaceruje, ale ciągle patrzę, co można znaleźć na plaży. Znalazłem nawet bursztyn w miejscu, w którym podobno ich nie ma. Było też parę zardzewiałych monet. Ale morszczynów pęcherzykowatych (bo tak się te glony nazywają) w polskim Bałtyku prawie już nie ma. Kiedy się o tym dowiedziałem, poczułem się dziwnie. Nie jestem w końcu zbyt stary, a pamiętam z dzieciństwa coś, czego już nie ma. Oczywiście świat wokół nas ciągle się zmienia. Budują się nowe apartamentowce i supermarkety. Nawet w tym momencie za moim oknem powstaje kamienica i zasłania mi widok na Wisłę. Mogę to zrozumieć. W końcu ludzie muszą gdzieś mieszkać. Ale komu przeszkadzały morszczyny?

Są różne teorie. Część wyginęła, bo Bałtyk robił się coraz mniej przezroczysty i zanieczyszczony. Inną część wyłowiono, aby robić z niego kosmetyki. Pani Bogumiła jedząc robiony z morszczynów suplement i gimnastykując się schudła w ciągu dwóch miesięcy dwadzieścia sześc i pół kilo. Glony jeść lubią też łabędzie i skorupiaki. Nic dziwnego, mają dużo jodu i innych minerałów. Ale to wszystko sprawia, że już ich w polskim Bałtyku nie ma. Były i nie ma. Pozostaną w moich wspomnieniach z dzieciństwa oraz na liście gatunków zagrożonych. Dziwne uczucie.

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *