Chroniąc morświniaka zabijasz rybaka

Wstyd się przyznać, ale jeszcze całkiem niedawno myślałem, że morświn to taka większa foka. W końcu sama nazwa wskazuje, że to morska świnia. A jak ma wyglądać morska świnia, jeśli nie jak foka? Jednak morświn z fokami ma tyle wspólnego, co z ja mercedesami. Czyli niewiele. Morświn to tak naprawdę taki mniejszy delfin. Jedyne, co go łączy z fokami, poza tym, że są ssakami i występują w morzu bałtyckim, to prof. Krzysztof Skóra z Stacji Morskiej na Helu. Prof. Skóra od lat zajmuje się ratowaniem populacji bałtyckich fok. W efekcie powstało między innymi chętnie odwiedzane przez turystów (500 tysięcy osób rocznie) fokarium. Chyba mało fok na świecie cieszy się podobną popularnością. Choć, z drugiej strony, mało mamy w Polsce okazji, żeby fokę poza fokarium spotkać. Po II wojnie światowej zwierzęta te zniknęły z naszych wód.

morswinNie tylko wojenna zawierucha sprawiła, że foki zniknęły z naszych plaż. Jeszcze przed drugą wojną foki była uznawane za szkodniki, niszczące rybackie sieci i ścigające się z rybkami w polowaniu na ryby. Za martwą fokę można było dostać pięć złotych. Nie była to ówcześnie poważna kwota, więc nie wiadomo, czy wszystkie zabijane foki były zgłaszane. Wiadomo jednak, że w latach 1912-1919 w akwenie Zatoki Gdańskiej zabito przynajmniej 520 sztuk. Obecnie wszystkie gatunki foki są pod całkowitą ochroną. Choć nie mówi się już o nich jako o szkodnikach, to rybacy ciągle skarżą się na wyrządzane przez nie szkody. Nie sprzyja im też zanieczyszczanie Bałtyku i ocieplający się klimat.

„Ekolodzy mają swoje stanowisko w imię ochrony środowiska i jest ono słuszne, natomiast my mamy swoje stanowisko. Musi być miejsce dla człowieka w tych wszystkich zapisach, bo jak go nie będzie, to my jako społeczność lokalna upadniemy, nie będziemy mieli z czego żyć” – przekonuje Grzegorz Brumer z Ruchu Ochrony Półwyspu Helskiego. Trudno uwierzyć w te dramatyczne zapewnienia zważywszy, że z raportów Morskiego Instytutu Rybackiego z 2011 i 2012 roku wynika, że szkody spowodowane przez foki stanowią mniej niż 1 procent całego połowu.

Jednocześnie z powyższego cytatu wynika, że to nie same foki są zagrożeniem, ale „te wszystkie zapisy”, w których nie ma miejsca dla człowieka. Na konsultacjach społecznych w sprawie projektu planu ochrony rejonu Zatoka Puckiej pojawiły się nawet propozycje „włączenia do gatunków chronionych ssaków człowieka”. O ile mi wiadomo gatunkowi homo sapiens nie grozi aktualnie wyginięcie, ale jednak nie da się nie zauważyć, że niektórzy jego przedstawiciele czują jakoby jednak im ono groziło. Zapewne parę takich osób znalazłoby się też w stowarzyszeniu Ruchu Obrony Półwyspu. W opisie jego założeń na facebookowym fan pejdżu możemy przeczytać, że jego założyciele i sympatycy nie zgadzają się na „ograniczenia Natura 2000 zmierzające do utworzenia rezerwatu z Półwyspu Helskiego i Zatoki Puckiej”.

37b6f1e619c4ca474dbf7edf60845e82e08d10c363e9494c141ab42d15270259Dosyć to tragiczna sytuacja, bo Natura 2000 to program unijny. Równie dobrze można postulować wyjście Polski z Unii Europejskiej. Oczywiście jest to jakiś postulat, ale raczej trudny, przynajmniej w obecnej sytuacji, do osiągnięcia.

Główne ograniczenie płynące z programu Natura 2000 to niemożność uzyskania zgody na realizacje przedsięwzięć, których „wpływ na obszar Natura 2000 byłby znacząco negatywny”. W ramach programu mamy też obowiązek zapobiegania pogarszaniu się stanu objętym nich terenów, a także ich aktywnej ochrony. Można z tego zrozumieć, że Ruch Obrony Półwyspu, walcząc z Naturą 2000, broni Półwyspu przed tym, żeby nie można było go niszczyć.

No i rzeczywiście trochę tak jest. Gdy wczytamy się w wypowiedzi działaczy i sympatyków Ruchu Obrony Półwyspu, widzimy, że chcą go bronić przed ekologami, którzy tak bardzo się zapędzili w ochronie środowiska, że najwyraźniej zapominają, że człowiek musi trochę niszczyć środowisko, bo żyją z tego liczni przedstawiciele jego gatunku. W końcu łowienie ryb jest ze swej istoty ingerencją w środowisko. A przecież trzeba je łowić, żeby mieć co do garnka włożyć. I choć nikt chyba nie postuluje, żeby całkowicie zrezygnować z połowu ryb, to jednak w wystąpieniach rybaków taką obawę widzimy. Lęk ten widać też w informacji na temat Ruchu Obrony Półwyspu, że nie zgadza się on na utworzenie rezerwatu z Półwyspu Helskiego i Zatoki Puckiej. Co prawda nic nie słychać o takich planach. No, ale wiadomo jak to jest. Dziś związki partnerskie, jutro pedofilskie. Dziś Natura 2000, jutro rezerwat ściśle chroniony.

Łatwo mi ironizować, ale jednak walka o obronę Półwyspu przed jego nadmierną ochroną jest realna. I trwa. Jak czytamy na Facebooku: „Zarząd Stowarzyszenia Ruch Obrony Półwyspu i Obszaru Zatoki Puckiej spotkał się z Dyrektorem Urzędu Morskiego oraz przedstawicielami Instytutu Rybackiego. Omawialiśmy część istotnych zagadnień dotyczących programu Natura 2000, wypracowaliśmy kompromisowe rozwiązania, które stawiają człowieka na pierwszym miejscu oraz gwarantują zrównoważony rozwój”. Uderzająca jest wewnętrzna sprzeczność tego zdania. Czy stawianie człowieka na pierwszym miejscu to rzeczywiście kompromisowe rozwiązanie, które gwarantuje zrównoważony rozwój? Jak wiemy z historii świata, stawianie człowieka na pierwszym miejscu raczej prowadziło do nierównoważonego, a czasami wręcz grabieżczego rozwoju. A przecież zasoby naturalne ziemi są ograniczone. Jak wszystkie zużyjemy, to już ich nie będzie.

images (1)Trochę głupio powtarzać takie oczywistości. Ostatecznie są one powszechną wiedzą. Wiedza to jedno, rzeczywistość to drugie. Wiemy, że palenie szkodzi, ale czy to wystarczający powód, żeby rzucić? Ostatecznie i tak wszyscy umrzemy. I czy życie bez możliwości zapalenie sobie papierosa, jest rzeczywiście życiem wartym przeżycia?

A życie bez morświnów w Bałtyku? Chyba można sobie je dużo łatwiej wyobrazić. Departament Rybołówstwa Ministerstwa Rolnictwa wyobraził je sobie tak bardzo, że wystosował nawet list, w którym twierdzi, że morświnów w Bałtyku nie ma, więc nie ma sensu wprowadzania unijnego zakazu stosowania pławnic dryfujących, czyli rodzaju sieci szczególnie dla morświnów niebezpiecznych. Choć ministerstwo myliło się w sprawie morświnów, to możliwe, że w sprawie pławnic miało rację. Choć według helskich naukowców to nie pławnice, ale „krótkie kotwiczone sieci, usytuowane w pobliżu brzegów” są zagrożeniem dla bałtyckich morświnów. Zakaz używania pławnic jednak wprowadzono, zmuszając rybaków do zmiany metody połowów. Wprowadzenie unijnych regulacji zbiegło się w czasie z działaniami Stacji Morskiej na rzecz badania i ochrony morświnów, a nawet planami zbudowania morświnarium.

Przypadek? Trudno w to uwierzyć. I być może dlatego, że tak trudno w to wierzyć, pojawiły się liczne oskarżenia przedstawicieli środowiska rybackiego, że to Stacja Morska jest winna wprowadzania zakazu. Niewątpliwie winna jest ochronie morświnów. A prawda jest prosta: Chroniąc morświniaka, zabijasz rybaka. Zważywszy, że wszyscy jesteśmy częścią tego samego łańcucha pokarmowego, musimy zdecydować. Albo my albo one.

Już dziś w Indiach delfiny uzyskały status osób nie-ludzkich. Co potem? Prawa wyborcze i związki zawodowe? Musimy się opamiętać, nim będzie za późno.

No, chyba że ktoś tak jak ja woli morświny od ludzi. To nie musi.

Bookmark the permalink.

One Comment

  1. W kanadyjskiej Nowej Funlandii rybacy się nie opanowali i z powodu braku ryb upadł przemysł rybny. Polecam fragment „Świata na rozdrożu” Marcina Popkiewicza str. 319

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *